Wyjechaliśmy z Warszawy w piątek, 3 września, o godz. 6 rano. Potem Gdańsk, Nynashamn i w sobotę o godz. 15 - Uppsala! To była wyprawa życia. Pewnie zastanawiacie się, co się stało ze skuterem Michała. Czyżby został w Warszawie?!? Zobaczcie sami!
Agnieszka uparła się, żeby jechać w szpilkach i z ukochaną torebką. Ale za to w drugiej część podróży założyła na plecy bagażnik z rowerami.
Pewnie chcecie wiedzieć, jak minęła podróż naszym dzieciom: Grzesiowi i Basi... Zobaczcie!
Wynurzyli się troszkę za wcześnie, ale Straż Graniczna była litościwa. Musieliśmy kupić "ulgowy".
Od soboty do wtorku szukaliśmy mieszkań dla całej 12-osobowej ekipy, która dotrze tu z Polski. Zjeździliśmy Uppsalę na wszystkie możliwe sposoby. 500 km za nami. Ale dzielnice miejskie znamy już na pamięć.
Bogu dzięki przez najbliższe tygodnie, a nawet miesiące, wszyscy mają gdzie mieszkać! Do miłego! // Niko4 (mich.nikodem@gmail.com)
Łell Dan Brada, jak mawiają Szwedzi... tak tam u was fajnie, że chyba się do Was wybiorę ;) Blog się zapowiada super. Pozdro
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńo rany, ale atrakcje i to już w trakcie podrozy!a czy dorosli tez moga siedziec w pileczkach na promie?pozdrowienia z deszczowej Polski!
OdpowiedzUsuńpodobno jak się nie wykupi kabin, to w piłeczkach najwygodniej się śpi :)
OdpowiedzUsuńTa wynurzająca się głowa Basi jest urocza - ich wyjście wygląda trochę jak z jakiegoś filmu "obcy" :D
OdpowiedzUsuńTrzymajcie się ciepło!