Nudzą się, ale nie z nami!
Ostatnio furorę robi tu klip z YouTube
"Upandoverit - We No Speak Americano".
Generalnie rozchodzi się o to...:),
że ku uciesze dzieciaków
pan i pani tańczą rękami na stole.
Więc my, artyści z Niko5 postanowiliśmy
ODPOWIEDZIEĆ artystycznie na tę produkcję.
Zwróćcie uwagę na przejętą minę
małej ("DUŻEJ!") Barbarki
i radosną facjatę Gregora. Enjoy!
Nie mogło być inaczej. W końcu w Szkole Biblijnej, na naszym roku,
jest aż czternaścioro studentów z Polski.
To prawie połowa klasy międzynarodowej.
W trakcie porannej modlitwy poprosiliśmy o odczytanie
krótkiego komunikatu o polskim Dniu Niepodległości.
Wybiegłem wtedy z biało - czerwoną flagą
i jak sprinter chorąży zrobiłem dynamiczną rundę przed wszystkim studentami.
Adrianos zdążył sfotografować to wydarzenie... (Kliknij na zdjęcie, to "urośnie").
Duma? Radość? Tak! Bez jakiegoś pustego zadęcia.
Fajnie być Polakiem. (Wiem, wiem, uczeni w piśmie, nie mówimy fajnie).:)
Chcemy dla Polski tego, co najlepsze!
Potem Marta i Marecki wyjęli całą torbę polskich "krówek"
i studenci LOBC z radością faszerowali się mordoklejkami...
Jeszcze Polska nie zginęła! Najlepsze ciągle przed nami!
Znał Gałczyńskiego. TEGO Gałczyńskiego. Jeszcze z okresu studiów
p. Stanisława Młynarczyka na Uniwersytecie Warszawskim.
Przedstawiciel wyjątkowego pokolenia, które dużo przeszło.
I też dzięki temu patrzyło na świat w wyjątkowo dojrzały sposób.
Pracował jako logopeda m.in. w TVN.
- Dobrze! – mawiał z werwą po udanym ćwiczeniu dykcyjnym.
– A teraz niech pan to powie ze swobodą światowca… - czyli, że można to powiedzieć ładniej.
– No, markizie, spróbujmy jeszcze raz – kto uczył się u Profesora, ten wie, o czym mowa.
Dużo śmiechu, dużo ciepła, a – jakby przy okazji – dużo ciężkiej pracy.
I uskrzydlająca satysfakcja, gdy – co nie było rzadkością – zaczepiał na korytarzu mówiąc: -Widziałem pana materiał. Świetnie pan to przeczytał. Tak trzymać!
Dbał o jakość języka. Nie cierpiał bylejakości, niedbalstwa i językowego niechlujstwa.
No bo skoro można pięknie po polsku prawić, to czemu nie?
Profesorze. To był zaszczyt znać Pana. Uczyć się od Pana. Żartować z Panem. A nawet słyszeć od Pana, że kiedyś byłem blond-chuchro, a teraz jestem łysy drągal. A do tego nicpoń, birbant i urwipołć.
Bo nikt nie napominał jak Pan. Żeby zdania nie zaczynać od "bo".
To była czysta radość rozmawiać z Panem. Bo z Panem, Profesorze, TO SIĘ ROZMAWIAŁO!
To był dyskurs! O życiu, śmierci, tenisie, kotach, polityce, skanerach, Kabarecie Starszych Panów…
I o Jezusie też rozmawialiśmy.
Profesorze – bardzo Panu dziękuję!
Twardowski Ksiądz z tym swoim tekstem o odchodzeniu znowu miał rację.
Ale co zdążyliśmy przeżyć razem i przegadać, Panie Profesorze, to nasze.
Za chwilę - po przeczytaniu wpisu - zobaczycie koncert. I dwa świerszcze.
Wyglądają znajomo... To fota na zachętę!
Pytają niektórzy w mailu, czego się tak właściwie uczymy?
Po co ta Szkoła Biblijna? Ile się można uczyć? I czego?
To chyba nuda okrutna... He,he!
Jezus miał ciekawy pomysł. Wziął swoich uczniów na kilka lat.
I uczył ich słowem i przykładem innego stylu życia.
Życia, w którym Bóg nie jest sentymentalnym dodatkiem, tylko realną osobą
w tegoż życia centrum... (ładne zdanie, czyż nie?)
Nie chodzi o negowanie rzeczywistości i ucieczkę od palikotyczniewypadkowowyborczosensacyjnychposmoleńskich newsów.
Ale o to, że skoro wierzę w istnienie Boga, to głupio żyć, jakby Go nie było.
Warto poświęcić czas, żeby Go szukać, znaleźć i poznawać. Osobiście.
Bez patetycznego, rytualnego zadęcia. A jest to możliwe.
W Szkole Biblijnej mamy wykładowców, którzy długie lata swojego życia poświęcili
nie tylko na studiowanie Biblii (tzn. odkrywanie rewelacji i skarbów w niej spisanych),
ale prowadzili (i prowadzą) styl życia zależny od Boga:
często jako misjonarze, gdzieś w dalekich krajach
(bo Livets Ord - lokalny kościół, przy którym działa Szkoła Biblijna -
wysłał już ponad 5 tysięcy misjonarzy do 54 krajów świata!)
Rzućmy okiem na listę przedmiotów:
Charakter Boga - to o tym, jaki jest Bóg. Że chce dać się poznać. Sercem i rozumem. Usprawiedliwienie - to o przywróconej godności Synów i Córek Boga. tym,
co mamy dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.
To punkt startowy do nowego stylu życia przez wiarę już teraz.
Co jeszcze?
Autorytet wierzącego. Fundamenty wiary. Modlitwa. Ewangelizacja. Biblijne spojrzenie na kwestię cierpienia. Życie i nauczanie Jezusa. O co chodzi z Izraelem.Naukowe spojrzenie na kwestię stworzenia świata. ... I wiele innych
Wykłady profesjonalne. Przygotowane pod względem akademickim, biblijnym...
Pod każdym względem.
Tak wygląda nasz salon z kolumnami. A oto ich historia niewiarygodnie GODNA WIARY. Bo nasza!
Nasz Bóg jest niesamowity!
Przed wyjazdem modliliśmy się - mając duże oczekiwania co do znalezienia domu w Uppsali,
zwłaszcza dla małżeństw z dziećmi.
W trakcie jednej ze wspólnych modlitw u Nikodemów na Dembowskiego
jeden z naszych kochanych znajomych z kościoła miał wizję DOMU Z KOLUMNAMI we wnętrzu. (Tak się może zdarzyć, jak ktoś jest otwarty na to, co Bóg ma do powiedzenia...)
- Hmmm... - pomyślałem - Kolumny to element architektury raczej japońskiej, egipskiej,
no może greckiej. Ale szwedzkiej?
I TERAZ UWAŻAJCIE:
Przez dwa tygodnie szukaliśmy mieszkania, a właściciel tego domu sam do nas zadzwonił. W dniu podpisania kontraktu wchodzę do salonu i WIDZĘ DWIE KOLUMNY Z DREWNA!!!! PRAWDZIWE!!!! OD PODŁOGI DO SUFITU!!!!!
Szybko spytałem właściciela: - Hmmm...ciekawa konstrukcja. często spotykana w Szwecji?
W Uppsali?
A on - też dziennikarz - mówi - Kolumny tutaj to coś niezwyczajnego. W naszym mieście nie spotkałem się z czymś takim w innych domach!
Rozumiecie? Bóg wiedział od dawna, gdzie mamy mieszkać! Od dawna wybrał TEN dom i w trakcie modlitwy pokazał nam szczegół zupełnie nieszwedzki.
Byc może JEDYNY dom w Uppsali, który ma kolumny w salonie!
A nawet jeśli nie jedyny, to nasz! Do kwietnia!
Duch Święty jest niesamowity! Wow! Pięknie jest ŻYĆ z wiary cały czas, korzystając posłusznie z Jego prowadzenia. Bez spinki, że zależę od okoliczności, pensji czy własnych sił.
Jak to w tym skeczu było...Zaraz, zaraz... PRZYPADEK?!? :)