środa, 10 listopada 2010

Panie Profesorze - dziękuję!

Znał Gałczyńskiego. TEGO Gałczyńskiego. Jeszcze z okresu studiów
p. Stanisława Młynarczyka na Uniwersytecie Warszawskim.
Przedstawiciel wyjątkowego pokolenia, które dużo przeszło.
I też dzięki temu patrzyło na świat w wyjątkowo dojrzały sposób.

Pracował jako logopeda m.in. w TVN.

- Dobrze!mawiał z werwą po udanym ćwiczeniu dykcyjnym.
– A teraz niech pan to powie ze swobodą światowca… - czyli, że można to powiedzieć ładniej.
– No, markizie, spróbujmy jeszcze raz kto uczył się u Profesora, ten wie, o czym mowa. 
Dużo śmiechu, dużo ciepła, a – jakby przy okazji – dużo ciężkiej pracy.

I uskrzydlająca satysfakcja, gdy – co nie było rzadkością – zaczepiał na korytarzu mówiąc:
-Widziałem pana materiał. Świetnie pan to przeczytał. Tak trzymać!
Dbał o jakość języka. Nie cierpiał bylejakości, niedbalstwa i językowego niechlujstwa.
No bo skoro można pięknie po polsku prawić, to czemu nie?

Profesorze. To był zaszczyt znać Pana. Uczyć się od Pana. Żartować z Panem. A nawet słyszeć od Pana, że kiedyś byłem blond-chuchro, a teraz jestem łysy drągal. A do tego nicpoń, birbant i urwipołć.
Bo nikt nie napominał jak Pan. Żeby zdania nie zaczynać od "bo".

To była czysta radość rozmawiać z Panem. Bo z Panem, Profesorze, TO SIĘ ROZMAWIAŁO!
To był dyskurs! O życiu, śmierci, tenisie, kotach, polityce, skanerach, Kabarecie Starszych Panów…
I o Jezusie też rozmawialiśmy.

Profesorze – bardzo Panu dziękuję!
Twardowski Ksiądz z tym swoim tekstem o odchodzeniu znowu miał rację.
Ale co zdążyliśmy przeżyć razem i przegadać, Panie Profesorze, to nasze.

2 komentarze:

  1. Bro, piękny tekst - naprawdę klasa.thx!

    OdpowiedzUsuń
  2. Michał, dzięki. ja nie miałam szczęścia znać pana profesora, ale twój tekst naprawdę poruszający. pięknie wspominasz. to cenna i rzadka umiejętność -tak doceniać ludzi! możemy się tego od Ciebie uczyć:)

    OdpowiedzUsuń